środa, 13 lutego 2013

pierwszy.

Nużący sobotni poranek. Słońce już dawno świeciło na tle błękitnego nieba. Piękny dzień na rozpoczęcie czegoś nowego, a zakończenie innego. Promienie słońca wpadły do niemałej sypialni, oświecały one wielkie łóżko, w którym spała brunetka. Jej włosy kontrastowały się z kremową pościelą. Cały pokój był w kolorach czekolady i kawy. Naprzeciwko łóżka stało biurko, na którym leżał laptop, telefon, kilka notesów szkolnych, wiele kartek z notatkami, kilka długopisów porozwalanych po całym blacie i wielki napis wiszący nad nim Dreams come true. W kącie pokoju stały dwa fotele, a koło nich były wielkie dwuskrzydłowe drzwi, które pilnowały garderoby dziewczyny.

Podniosła powieki i pojawiły się jej zielone oczy. Włosy miała związane w wysoką kitkę, która teraz była w drastycznym stanie. Przetarła oczy i wstała z łóżka. Otworzyła drzwi od balkonu i wyszła na dwór. Uśmiechnęła się, kiedy poczuła słaby powiew wiatru na swojej twarzy.
Weszła z powrotem do pokoju i ruszyła w kierunku garderoby. Wyciągnęła parę krótkich jasnych szortów, czerwoną koszulę w kratę, czarną bokserkę, bieliznę i czerwone trampki. Buty rzuciła na podłogę, a z rzeczami ruszyła na korytarz. Przywitały ją drzwi pokoju jej brata z napisem not for people. only aliens. Jamie’s room. Przeszła kilka kroków i zapukała do drzwi łazienki.
- Zajęte, Jessie – krzyknął chłopak. Oparła się o ścianę naprzeciwko drzwi. Czekała kilkanaście minut i znów zapukała.
- JAMIE WYŁAŹ – krzyknęła, waląc pięściami. Nagle odsunęła się i z łazienki wyszedł jej brat. Był już ubrany. Miał czarną koszulkę zespołu Nirvana oraz przetarte czarne wąskie spodnie. Ruszył do swojego pokoju. Jessie wykąpała się i wysuszyła włosy po czym związała je w koczek. Swoją grzywkę podpięła do góry. Ubrała się i nałożyła delikatny makijaż, zakrywający jej pryszcze.
Wyszła z łazienki i pobiegła do pokoju. Weszła do garderoby i zaczęła pakować ubrania do walizki. Zabrała mnóstwo koszulek, krótkich spodni, jeansów, trampek, dresów, bluz i kilka elegantszych rzeczy. Schowała kosmetyczkę i zapięła walizkę. Wystawiła ją na korytarz.
Do plecaka, który leżał w kącie pokoju, schowała laptopa, książki, portfel, dokumenty, notatki oraz duże słuchawki firmy Skull Candy. Do kieszeni spodni wsunęła telefon. Wyszła na korytarz.
- Jamie, pomożesz mi to znieść na dół? – powiedziała do brata, który wracał z dołu.
- Jasne – podniósł walizkę i powoli zaczął schodzić ze schodów. Postawił ją w holu, koło swojej.
Jessie założyła szybko trampki, wzięła torbę i zbiegła na dół. Weszła do kuchni, w której biegała jej mama, w tę i we w tę.
- Macie wszystko? – zapytała się ich, kiedy usiedli na wysokich stołkach przy wyspie. – Wasz ojciec pewnie za chwilę się zjawi.
- Tak, wszystko – powiedział Jamie. – Oprócz…
Jego matka zmierzyła go wzrokiem.
- Gitara zostaje w domu.
- Ale mamo – jęknął niezadowolony chłopak. – Jessie ma fortepian u taty, a ja mam gitarę tutaj.
- No dobra… Leć po nią – uśmiechnęła się, a jej uradowany syn pobiegł na górę. Już po chwili w holu, oprócz bagaży, leżała gitara akustyczna, schowana do futerału.
- Nie chcecie niczego jeść? – zapytała się.
- Zjemy po drodze, spokojnie – uśmiechnęła się dziewczyna. – A gdzie Dave?
Mama wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, miał tu być 10 minut temu. Możemy spóźnić się na samolot.
Nagle ktoś wszedł do domu.
- Cześć kochanie – powiedział przystojny mężczyzna, podchodzący pod czterdziestkę. Pocałował swoją narzeczoną. – Gotowa?
Pokiwała głową. Jessie stukała palcami w blat. Czekała z niecierpliwością na ojca. Nie lubiła Dave’a. Był mniej wyluzowany niż jej tata, taki spięty. Teraz miała się od niego odciąć na dwa miesiące.
Dzwonek zadzwonił. Dziewczyna zeskoczyła ze stołka i biegiem rzuciła się, żeby otworzyć drzwi.
- Tata! – krzyknęła na widok bruneta, który uśmiechał się do niej z taką troską. Rzuciła mu się na szyję, a on ją przytulił do siebie.
- Witaj mała księżniczko – pocałował ją w głowę. Kiedy oderwała się od niego, Jamie się przywitał męskim uściskiem. – Dawno was nie widziałem, wyrośliście.
- Przez te kilka miesięcy, James – powiedziała jego była żona.
- Witaj Kate – uśmiechnął się do niej. – Ty jesteś pewnie Dave. Jess opowiadała mi o tobie.
Przywitał się z nim uściskiem dłoni.
- Jedziemy? – zapytała uradowana Jessie. Jej tata pokiwał głową. Dziewczyna pożegnała się z mamą i Davem, i wzięła torbę, zbiegając po schodkach do Jeepa. Wrzuciła ją na tylne siedzenie i czekała na tatę i Jamiego. Wszyscy wsiedli do samochodu. James odpalił i ruszyli w stronę ruchliwej ulicy.
- Jak tam szkoła? – zapytał się swoich dzieci James, włączając radio.
- Może być – powiedział bez większego zainteresowania Jamie. Jego siostra się nie odzywała.
- A ty Jess?
Nadal milczała, chciała zapomnieć o tym roku jak najszybciej. Przyniósł jej tyle złych wspomnień. Chłopak ją zostawił, w momencie, w którym go najbardziej potrzebowała, przyjaciółki zostawiły, a to wszystko dlatego, że się uczyła, tylko się uczyła. Nie ćpała, nie piła, nie paliła, nie imprezowała. W ostatnim roku szkoły chciała po prostu wszystko zdać.
Najpierw była tylko kujonica. Później się zaczęli nad nią znęcać. Stała się pośmiewiskiem i kozłem ofiarnym szkoły. Nawet nauczyciele dziwnie się na nią gapili. Z tego wszystkiego zamykała się w sobie, tylko w domu mogła być tą Jessie, śmieszką, która nie widzi niczego po za muzyką.
- Jessie – powiedział głośniej.
- Dobrze – w końcu powiedziała. – Nie było źle.
Tata spojrzał na nią przenikliwym spojrzeniem, ale nie pytał dalej. Byli już na autostradzie. Śpiewali głośno, śmiali się, aż w końcu brzuch Jess zaczął wydawać bardzo głośne dźwięki, tak samo jak i Jamiego.
James stanął przy jakimś zajeździe i weszli coś zjeść. Zamówili to co zwykle, naleśniki z truskawkami i sok pomarańczowy. Przy jedzeniu rozmawiali o wszystkim i o niczym. Rodzeństwo było bardzo ze sobą, jak i z ojcem, zżyte. Po rozwodzie rodziców zbliżyli się i dbali o siebie nawzajem. Była między nimi różnica dwóch lat, ponieważ Jessie skończyła 17, a Jamie 19 lat.
Kiedy skończyli, James zapłacił i ruszyli dalej w drogę. Jessie zasnęła, lecz kiedy się obudziła byli już w wielkim mieście. Londyn. Była taka zła, kiedy musiała się stąd przeprowadzać. Przejechali koło Piccadilly Circus i jechali dalej, aż do królewskiej dzielnicy, Kennsington, w którym kiedyś mieszkali. James zaparkował pod domem i wysiedli z samochodu. Jessie wzięła swoją torbę, a tata walizkę.
Otworzyła drzwi kluczem, który dostała w zimowe ferie od ojca. Weszła do środka.
Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła, że niewiele się zmieniło. Przede wszystkim było czysto. Nie dziwiło jej to. Tata nie lubił bajzlu, wolał porządek, ale sam był dość szalonym i zakręconym na punkcie muzyki człowiekiem. To po nim właśnie odziedziczyli miłość do muzyki.
Jess pobiegła do studia nagraniowego.
- Poczekaj – James za nią pobiegł. – Tam ktoś jest.
Dziewczyna od razu, jak na zawołanie, stanęła w miejscu.
- Pamiętasz zasady wchodzenia do studia prawda? – uśmiechnął się do niej.
Pokiwała głową. Czerwona lampka zgasła, więc weszła do środka. Przy konsoli siedział przyjaciel taty, Steve i jego żona, Lily.
- Jessie – kobieta uśmiechnęła się na jej widok i przytuliła ją. – Jak się masz?
- Dobrze – uśmiechnęła się i spojrzała przez szybę, kto jest w środku. Amy, trzydziestoletnia kobieta właśnie wyszła. – Co ona tu robi?
- Dzisiaj jest tu ostatni dzień – powiedział Steve z słabo ukrywaną satysfakcją. – Od jutra aż do końca wakacji, będzie tu przychodzić młody chłopak, nagrywa płytę, a twój ojciec przyjmuje wszystkie młode talenty z wyjątkiem…
- Mnie – dokończyła ze śmiechem – i Jamiego.
Blondwłosa Amy weszła do pomieszczenia i obrzuciła Jessie sekundowym spojrzeniem, tak jakby robiła jej jakąś łaskę. Pożegnała się ze wszystkimi i wyszła.
- Jak ja nienawidzę… - nie skończyła, bo do pokoju wszedł jej tata. James był w niej zadurzony, a ona go tylko olewała i nic sobie z jego miłości nie robiła.
- Kogo? Lub czego? – zaśmiał się.
- Nieważne – uśmiechnęła się. – Pójdę do góry się rozpakować.
Szybko wyszła z pokoju i wbiegła do góry po schodach. Po chwili już wypakowywała wszystkie ciuchy z torby. Glebła się na łóżko. I leżała.. Myślała i leżała. Przypomniała sobie wszystkie momenty z tego roku, najgorsze momenty. Rozbolała ją głowa, wstała powoli z łóżka i otworzyła drzwi.
- A tak naprawdę? – powiedział jej tata. – Przecież w ferie było źle.
- Była u trzech psychologów, ale ciągle gdzieś były problemy. W domu nic nie robiła tylko pisała piosenki. Znaczy wiesz, sądziła, że wszystko jest okay, że my nic nie widzimy, ale nie było z nią dobrze, słuchała jakiegoś chłopaka, cały czas , dzień w dzień te same smęty.
- Dla ciebie smęty, ale nie dla niej..
Zamknęła drzwi z powrotem. Coraz bardziej bolała ją głowa. Położyła się na łóżku, z oczu zaczęły jej cieknąć łzy. Czuła się potwornie, ale po chwili zasnęła. Śnił jej się ten chłopak, co całymi dniami chodził jej po głowie, a właściwie jego głos. Nie wiedziała jak wygląda, ale dla niej najważniejsze były słowa piosenek i to z jaką pasją śpiewa wszystkie piosenki.
Kiedy spała, do pokoju zajrzał James. Okrył córkę kołdrą i spojrzał na nią, jak wtedy kiedy miała siedem lat i zasnęła na karuzeli. Była jego księżniczką, ciągle tą samą śpiącą księżniczką.

2 komentarze:

  1. Zapowiada się ciekawie. :)
    Zapraszam do siebie.
    http://iambuildingalegohousewithed.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się naprawdę fajnie. Pisz dalej! :)

    OdpowiedzUsuń